Zapytacie dlaczego ogrody?

Jest na to prosta odpowiedź:
zasiałam wiele nasion, a teraz przyglądam się co z nich wyrasta...

poniedziałek, 29 sierpnia 2016

powrót do ołówka...

Powroty bywają trudne...
Od bardzo dawna nie wykonywałam żadnych prac ołówkiem, nie licząc szybkich szkiców pod obrazy. Postanowiłam w końcu coś z tym zrobić i jakże wielkie było moje zaskoczenie... wyszłam z wprawy...
Wynikiem moich zmagań były dwa rysunki, które nie spełniły moich oczekiwań. Troszkę mogę się tłumaczyć mało czytelnym zdjęciem, ale to nic nie zmienia...
Tak dla zobrazowania tego o czym piszę:

- zdjęcie z którego robiłam portrecik (wielkości zdjęcia legitymacyjnego) - zeskanowane i powiększone;

- wydrukowałam sobie wersję czarno białą wielkości A4 i przypięłam do sztalugi, następnie wykonałam pierwszy rysunek;


Nie byłam zadowolona z z efektów: problem z proporcjami, za ciemna twarz, nie takie cieniowanie itd. Rysunek i tak do wyrzucenia, więc można trochę poeksperymentować...
Pociągnęłam miejscami kredkami grafitowymi i sepią. Ślizgały się po powierzchni pokrytej ołówkiem. Gumka zamiast wymazywać kreski, rozcierała je. Denerwowało mnie to.
Wzięłam papierowy wiszer i porozcierałam wszystkie elementy. Praca nie wyglądała dobrze.
Byłam jednak na tyle poirytowana, że wzięłam w rękę węgiel w kredce i zaczęłam zaczerniać tło. Dobrnęłam do takiego końca:


Zabezpieczony rysunek schowałam do teczki.

Następnego dnia portrecik nie dawał mi spokoju...
Wyjęłam kolejną kartkę (trochę inny papier) przeznaczoną do pasteli (jak poprzednio format A3). Jeszcze raz szybki szkic i pokrycie cieniami - ołówki B, B4, gumka w ołówku:


efekt lepszy, ale to jeszcze nie to...
Z tym zdjęciem odpuściłam... jutro biorę się za inne...
Podsumowanie:


Wniosek: Trzeba ciągle trenować!